Witam ponownie!
Przed chwila właśnie wbiło mnie w krzesło.Zadzwoniłam do lekarza, a konkretnie jego asystenta,celem umówienia się na następną wizytę, i co usłyszałam? Otóż w związku z tym, że u Ameli nie ma zadnej poprawy, a jest wręcz gorzej, proponuja mi/jej terapię hormonalna i sterydową (szpital). Odpowiedź była oczywista z mojej strony, sami moga sobie żreć te sterydy i hormony.Po prostu nie wierzę w to , co usłyszałam.Czy rzeczywiscie jej stan jest tak zły, czy wg. pana prof. może jej przypadek jet wyjatkowo złośliwy?Nie wiem, jakkolwiek owa propozycja, delikatnie rzecz biorąc, wyprowadziła mnie z równowagi.Jutro mam dzwonić ponownie, zobaczymy co powiedzą, nie przyjmę odpowiedzi,że nic w takim razie nie mog a zrobić więcej.
Bardzo proszę napiszcie cos o tych terapiach, czy waszym dzieciom także "proponowano" takie cudo? Czy oni są..no...................nadgorliwi?
Pozdrawiam
